Tagi

, ,

No więc plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać… 🙂 Umówiłyśmy się na dworcu o 10. Jak już dojechały na 11, okazało się, że w sumie to nie ten dworzec, bo autobusy do Toledo jadą z innego 😀 Także nie było sensu się pchać tam, bo potem zostałoby za mało czasu na zwiedzanie i powrót więc zdecydowałyśmy, że pokażemy nowo przybyłej miasto. Tak więc ugruntowałam sobie moją wiedzę i orientację w terenie a i chętnie przeszłam przez Retiro, Sol, Plaza Mayor i Pałac. Chciałyśmy zrobić sobie zdjęcie pod knajpką Los tres cerditos, czyli 3 świnki, bo nas 3, ale niestety było pod światło, i chociaż panie, które zaczepiłam, żeby nam zrobiły zdjęcie były bardzo miłe i rozbawione pomysłem, nie były w stanie zrobić „słit foci”. Weszłyśmy do Mercado San Miguel, pobłądziłyśmy w krętych uliczkach, ale motywem przewodnim były jamones, czyli hiszpańskie szynki 😀

jamón jamónJako, że w naszej trójce była jedna blondynka, wzbudzało to zainteresowanie męskiej części populacji :p Dzięki temu raz byłyśmy alemanas, czyli Niemkami, zdarzało się też rusas, Rosjanki, albo ucranianas, Ukrainki. Niestety nikt nie wpadł na polacas, no ale trudno się mówi, może przy następnym wyjeździe im się uda trafić 😛 Pomimo ostatniej dawki antybiotyku mój dziki kaszel nie ustępował, no ale co zrobię. I tak było super :)) Chociaż widziałam już większość miejsc do których trafiłyśmy, widząc je kolejny raz nabierałam innej perspektywy. I malała szansa, że się zgubię 🙂

Tym razem, w przeciwieństwie do poprzedniej nocy, udało nam się znaleźć 100 Montaditos, miejsce, do którego wracałyśmy chyba codziennie, czasem nawet nie raz 😀 Niesamowita sprawa, 100 rodzajów kanapeczek za eurasa z kawałkiem 🙂 Oczywiście nie sprawdziłyśmy wszystkich, do dzisiaj intryguje nas ciasteczkowa kanapka 😀 Także gdzie byśmy nie były, i tak kończyłyśmy w Montaditos. Tutaj spieszę wyjaśnić tytuł tego wpisu. Otóż lokal jest samoobsługowy. Przy stolikach są gotowe bloczki do zamówień (z podziałem na kanapki, sałatki, napoje etc) i długopisy, każdy wpisuje co chce, idzie się z tym do kasy, tam wklepują to do kasy, trzeba podać imię i się czeka na wezwanie. Knajpa jest 2-3 poziomowa, więc żeby było słychać, pani wydająca kanapki krzyczy przez mikrofonik imię. Także wiadomo kto idzie teraz jeść. Jak ktoś nie odbiera zamówienia, to krzyczą i krzyczą, i raz była taka oporna dziewczyna, Adriana, którą wołali chyba ze 3 razy pod rząd. Także siedzimy i czekamy a tu „Adriana, por favor, Adriana!” po raz pierwszy. Za chwilę po raz drugi. Za 5 minut kolejny raz 😀 Co najlepsze, innego dnia też trafiłyśmy na Adrianę, ciekawe, czy to ta sama 😀

montaditos🙂

Reklamy