Tagi

,

Ileż można siedzieć w Madrycie? Czas się ruszyć poza miasto. Możliwości są olbrzymie, ale na pierwszy ogień trafił zespół pałacowo – klasztorny San Lorenzo de El Escorial oddalony od miasta o ok. 50 km. A cóż to? Założony przez Filipa II w XVII wieku, kompleks miał być godnym miejscem spoczynku dla jego ojca, cesarza Karola V oraz przyszłych monarchów. Położony 1028 m n.p.m. u podnóża gór Guadarrama ma 2673 okna, 1200 drzwi i 16 dziedzińców 😉 Czyż nie warto zobaczyć tego fenomenu?

EscorialPostanowiłyśmy pojechać tam pociągiem podmiejskim, czyli Cercanías. Ale, najpierw trzeba dotrzeć do madryckiego dworca Atocha, a zanim tam dojechałyśmy z pod Kolumba, to minęło już sporo czasu – byłoby szybciej gdyby nie remonty i konieczność jechania na około. Także było już po 16-tej jak dorwałyśmy automat z biletami i zaczęłyśmy z nim walczyć 😉 Kupiłyśmy po bilecie tam i z powrotem, wyszło nas prawie po 8 eurasów 🙂 No i co teraz? Dobre pytanie. Spytałam pana w służbowym stroju, gdzie ten nasz pociąg będzie i powiedział, że na 4 albo na 6 peronie. No dobra, ale skąd się dowiem na którym konkretnie, bo wejścia na nie są osobne a nigdzie żadnych tablic? W końcu postawiłyśmy na bramkę nr 6, i jakimś cudem dojrzałam w tle tablicę „El Escorial” więc można to uznać za szczęśliwy wybór. No ale cóż, minuty mijają, 16.35 mamy odjazd a tu 16.30 a na nasz tor podjeżdża jakiś pociąg w przeciwnym kierunku. Aż tu nagle, 16.33 przyjeżdża nasz Escorial!

Co ciekawe, te pociągi zasuwają w obie strony po jednych torach – gdzie one się zdążą rozjechać dranie??? Na szczęście wsiadłyśmy i dojechałyśmy. Wysiadłyśmy z myślą, że od dworca będą znaki wielkie jak wół, że do Escorialu to tam, a tymczasem nic. Idziemy, ale to okropna dziura. Jest jakieś rondo, jak na moich wydrukach, no ale dalej ani pół znaku. Połaziłyśmy tak z pół godziny (3 razy trafiając na to samo rondo), aż się kapnęłyśmy, że my nie po tej stronie dworca jesteśmy!!! I przez Paseo del Príncipe zapylałyśmy pod górkę 20 minut

Oto i początek właściwego zwiedzania. Najpierw minęłyśmy książęcy domek, czyli Casita del Príncipe, ale już było zamknięte i w dodatku nieco się spieszyłyśmy więc skończyło się na szybkim zdjęciu z drogi.

escorialA nasza droga do klasztoru wyglądała tak oto:

Escorial

Następnie objawił nam się Escorial.Weszłyśmy za darmo, bo jesteśmy studiujące Europejki 😉 Jeżu, ile to chodzenia!!! Wszędzie znaki, że „no photos”, „silencio” etc., a Hiszpanie im bliżej znaku tym głośniej gadają (również ochrzaniają innych przez telefon) i tym więcej fleszy błyska 😀

Galeria malarstwa była jak dla mnie najciekawsza, nawet rozpoznałam kilka obrazów, ha! 😀 Groby królów też były imponujące, a biblioteka, a te sufity!

W środku nie robiłam zdjęć (kto jest ciekawy jak tam jest, niech się wybierze hehe), ale gorąco polecam. Surowe zewnętrze w stylu herreriańskim onieśmiela swoim ogromem.

EscorialEscorial Escorial

Lekko wykończone darmowym zwiedzaniem + głodne + spragnione chciałyśmy gdzieś zasiąść na chwilę, żeby zdążyć na przedostatni pociąg powrotny. Usiadłyśmy w pierwszej lepszej knajpie i ubiłyśmy interes życia (tu ironia) zamawiając tostas con jamón za bajońską sumę. No ale jak tu nie zjeść ten słynnej iberyjskiej szynki?? 😀 Tak więc te tosty okazały się zimną kanapką na której nawalili szynki i pomidora bez smaku. I jadłyśmy te kanapki widelcem i nożem w dodatku, ach, damą być.

Po jedzeniu rzuciłyśmy się pędem z górki, potem walczyłyśmy z automatami i jeden mi zeżarł euro. A potem udało się nam znaleźć pociąg powrotny 🙂 Uf!  A w nim miałyśmy doborowe towarzystwo: dwóch kolesi ubranych na różowo-biało (jeden) i biało-różowo (drugi), a potem 4 małolatów, którzy się ciągle obściskiwali.

Dotarło do mnie, że ja tak sobie leniwie chodzę a tu czas umyka! Zostało mi już tylko 7 dni z czego 2 wypadają na całodzienne wycieczki i 2 spędzę z Drugą Amigą chodząc powtórnie po znajomych rejonach. Ale jakoś to ogarnę, mam jeszcze tyle do zobaczenia!!! 🙂

Wykończone, dotarłyśmy do naszej stacji Sol, rozstałyśmy się na Callao, i tak oto zakończył się kolejny hiszpański dzień 🙂

Reklamy