Tagi

, , ,

Na krakowskim lotnisku oczywiście byłam dużo za wcześnie, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże: kilka ostatnich kilometrów przez wjazdem staliśmy w korku. Odprawa poszła bez problemów, znalazłam odpowiednią bramkę i ją obserwowałam hehe 😀 Nie pojmuję czemu kolejka ustawia się już ponad godzinę przed lotem: przecież miejsc nie braknie. Mój lot miał być o 16.50 tymczasem 16.30 a bramki dalej zamknięte. Otwarli chyba o 16.40 więc zanim się wtarabaniliśmy na pokład, powpychaliśmy bagaże, to minęło nieco czasu i w efekcie odlecieliśmy z prawie godzinnym opóźnieniem. Ale, grunt, że odlecieliśmy. I że dolecieliśmy 🙂 Bo mój pech nie znał granic przed wyjazdem 😀

Na miejscu czekała na mnie Amiga 🙂 Która to przeprowadziła mnie przez korytarze Barajas. Doszłyśmy do metra, zakupiłam bilet, ale ale, jej nie działa. Także świeżo po przylocie zabrałam się za wykorzystywanie umiejętności hiszpańskojęzycznych i uprzejmie zapytałam personelu o co chodzi, że amiga ma problemas. Więc pan na to, że trzeba jej kupić suplemento bo nie wróci inaczej 😀 Tak więc w kasie zakupiłyśmy suplemento, i było już ok. Z przesiadkami bo z przesiadkami, ale dotarłyśmy do Serrano aby stamtąd zrobić pierwszą wycieczkę krajoznawczą (z bagażami, żeby było weselej, a co). Tak więc ledwo wyszłyśmy „na ląd”, wyrosła przed nami olbrzymia flaga, w końcu niech turistas wiedzą, że w Hiszpanii są. Co prawda nie chciało mi się już wyciągać aparatu (wymęczona lotem zatraciłam reporterski charakter), ale mam zdjęcie dzienne 🙂

la banderaNieopodal placu znajduje się również biurowiec, Ale! Nie taki zwykły, bo z wtyczką na dachu 😀 A z bardziej turystycznych atrakcji, stoi sobie wieża z Kolumbem – kąpią pomnika, który znajduje się w Barcelonie przy Ramblas.

Colón, bibliotecaPrzy placu (zdj. powyżej) znajduje się też punkt programu, Biblioteka Narodowa, miejsce pracy Amigi 😀 Tak więc przeszłyśmy tą trasę idąc przez Paseo de Recoletos, aż do Cibeles. Tam też odbył się pierwszy sprawdzian z wiedzy („a co to Olu jest?”), który, na szczęście, zdałam 😀

Cała Plaza de Cibeles prezentuje się tak:

Plaza de CibelesNajważniejszy budynek to Palacio de Cibeles, obecnie funkcjonuje jako miejsce wystaw (zdjęcia ze środka będą w późniejszym poście). Na bodajże 8 pietrze jest punkt widokowy, nieco poniżej restauracja, na dole sklepik z pamiątkami. Fontanna z boginią Kybele na swoim rydwanie to miejsce znane kibicom Realu: to tutaj Królewscy świętują swe zwycięstwa 🙂

CIbeles

Kolejny punkt programu w drodze do hotelu, to już sama Gran Vía. Na samym jej początku, Instytut Cervantesa, miejsce kultowe dla iberysty 🙂

Instituto CervantesA dalej można się było zachwycać dosłownie wszystkim. Peany na cześć Gran Vii będą miały swój ciąg dalszy później, tymczasem my byłyśmy ciągle w drodze do hotelu. Idziemy idziemy, a tu końca nie widać 🙂 Powiedziałam w hotelu, że będę o 23, a tu 22.45 i nie wiem gdzie jestem. Ale udało się, parę minut przed 23 wylądowałam w recepcji. Przy zameldowaniu również nie było już problemów, recepcjonista po upewnieniu się, że to pokój individual dał mi kartę, po czym OBIE pojechałyśmy na górę. W ogóle nie przejmowali się, że do pokoju jednoosobowego idziemy we dwie, ale dla mnie lepiej, bo co chwilę miałam gości 😀 (a raczej gościówy dwie :P). Pokój na samym końcu najdalszego korytarza haha ale stwierdziłam, że przy moim kaszlu (nasilającym się w nocy) to może i lepiej bo mniej ludzi mnie będzie słyszeć.

Pokój co prawda ciemny, ale przytulny i funkcjonalny. Dużo szufladek i innych skrytek na moje bibeloty. Co ciekawe, drzwi do łazienki się nie zamykały, gdyż były za szerokie względem swej framugi, ha. No ale po co w jedynce dobre drzwi do łazienki, skoro mieszkam sama 😀 Co prawda zaczęło mnie irytować, że jak wychodzę z pod prysznica to wchodzę w drzwi (bo one ciągle były na oścież otwarte, taka już ich konstrukcja) ale i z tym sobie poradziłam: przyłożyłam je butami na koturnie, które są w miarę ciężkie, i miałam tym sposobem więcej miejsca 😀 Ale poza tym, wszystko było w porządku. Szybko wygrzebałam co chciałam, zmieniłam torebkę i poszłyśmy coś zjeść. Jako, że nie mogłyśmy znaleźć knajpy, której szukałyśmy, wylądowałyśmy w tej, która była pod moim hotelem. Co z tego, że włoska. 😀 I tak było przyjemnie, nie widziałyśmy się w końcu prawie 3 miesiące więc było co obgadywać 🙂 Odniosłyśmy wrażenie, że zostałyśmy same, więc się grzecznie zebrałyśmy, i umówiłyśmy na popołudnie. Wróciłam do hotelu, zaczęłam się rozpakowywać, i generalnie cieszyć, że wreszcie, po dwóch latach przerwy, wróciłam choć na chwilę do Hiszpanii 🙂

Reklamy