Aż nie wierzę, że wszędzie, gdzie to tylko możliwe, wynikają jakieś problemy.

Wtorek, 6 sierpnia.

Myślałam, że udało mi się znaleźć magiczny portal do kart debetowych, no i zarezerwowałam ten cudowny hotel. Pobrało 20% zaliczki, bez problemu, a resztę „zapłać obiektowi”, więc myślałam, że to pewnie w hotelu przy zameldowaniu (o ja głupia i naiwna). Byłam szczęśliwym człowiekiem aż półtora dnia.

Czwartek, 8 sierpnia.

W połowie dnia odczytałam meila „ostrzegawczego” że jest problem z płatnością, proszę się kontaktować z hotelem, ma on 24 godzin na odwołanie rezerwacji. Ha. Więc wyskubałam meila, modelowy list formalny wyćwiczony na iberystyce 🙂 Szanowni Państwo, piszę w sprawie, ślę ukłony, etc. Sprawdzałam pocztę co chwilę, ale zero odpowiedzi. W międzyczasie dzwoniłam na infolinię tego portalu ale co z tego, że numer polski jak to było połączenie z automatem angielskim – cóż mi on pomoże ;/ Grzecznie acz niecierpliwie czekam na meila.

Piątek, 9 sierpnia.

Po jakichś 21-22 godzinach od tego automatycznego ostrzeżenia zadzwoniłam do Madrytu do tego hotelu. Odebrał przemiły pan, ale powiedział, że oni jeszcze nie pracują (no tak, dopiero 9 rano, świt), i żeby dzwonić po 10. Tak więc muchas gracias, hasta luego, zadzwoniłam po 10. Drugi raz opowiedziałam moją historię już nie tak miłemu Hiszpanowi, który stwierdził, że on to mnie może jednak przełączy do rezerwacji. Także tam trzeci raz opowiedziałam o co chodzi, pani „jefa de reservas” wytłumaczyła w czym rzecz, że kartę odrzuca, żeby podać inną kredytową, więc powiedziałam, że momento, ja zadzwonię za pół godziny jak się naradzę z rodziną co robić 😀 W piątkowy poranek rozpętałam panikę po rodzinie, zadzwoniłam do Hiszpanii trzeci raz i tak z głupia zapytałam, czy może po prostu by przelewu nie przyjęli, no i oczywiście, żaden problem. Upewniłam się po raz kolejny, czy jak puszczę przelew to mi nic nie anulują, ona uspokajała, że nie zostawią mnie bez łóżka. Oby. Miałam im tylko przesłać kolejnego meila, żeby mi odesłali dane. Więc myślałam (znów w mej naiwności), że co to takiego przesłać numer konta, że zaraz odpiszą. Znów sprawdzałam pocztę co chwilę, ale o 15 skapitulowałam. Jest piątek, więc i tak nie poślę tego przelewu, a w sobotę zadzwonię tam czwarty raz i się upomnę o meila, choć odnoszę wrażenie, że pół hotelu zna moją fascynującą historię. W desperacji, po oglądnięciu kilku odmóżdżających programów, koło północy sprawdziłam pocztę, a tu niespodzianka, od 16.30 meil czekał grzecznie w skrzynce odbiorczej. Wszelkie oznaki senności mnie opuściły, i zaczęłam się zagłębiać w te IBANy, Swifty i inne CCC. Zrozumiałam, poszłam spać. Znów byłam szczęśliwym człowiekiem 🙂

Poniedziałek, 12 sierpnia.

Z przelewem czekałam do poniedziałku, bo po co go robić w sobotę skoro i tak w weekend nigdzie nie „pójdzie”. Wstałam spokojnie z myślą, że grzecznie wypełnię rubryczki, w piżamie i z kubkiem pachnącej kawy na biurku. Ale, byłoby to zbyt piękne. Od 7 nie było prądu… Na szczęście ok. 8.45 włączyli 😀 Przelew poszedł, potwierdzenie przesłałam, tradycyjnie zero odpowiedzi z ich strony.

Wtorek, 13 sierpnia.

Pomimo, że to 13 (13 martes ni te cases ni te embarques – hiszpańskie powiedzenie mówiące, że we wtorek 13 to lepiej nic nie robić :P) po południu zadzwoniłam piąty raz, żeby mieć pewność że za tydzień o 23.00 nie okaże się, że czeka mnie noc pod mostem. Okazało się, że wszystko jest, i już tylko na mnie czekają z transparentami. Jefa de reservas to jedna z najbliższych mi osób w Madrycie, póki co 😀

Środa, 14 sierpnia.

Dostaję meila do ESKY, że zmiany w locie. Już się przeraziłam, że jednak zapowiada się piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela, ale na szczęście chodziło tylko o półgodzinne opóźnienie lotu powrotnego. Pani z ESKY prosiła uprzejmie o akceptację tej zmiany w meilu zwrotnym. Odpisałam, że ok, zgadzam się 😀 Odpowiedź automatyczna w stylu „do 18.08 włącznie jestem poza biurem, odpowiem po powrocie, w sprawach pilnych zastępuje mnie X”. No brawo. Czy moja sprawa jest pilna?! Dla pewności, wysłałam również Panu X uprzejmą wiadomość. Ale nie odpisał, więc to chyba nie było jednak pilne.

Czwartek, 15 sierpnia.

Nie mam głosu. W sumie, niepotrzebny mi do zwiedzania, bilet wstępu można kupić na migi, a może obejdzie się bez wzywania ratunku. Ale oprócz tego, fajny dzień. Planuję co spakuję, co zwiedzę, drukuję mapki, i generalnie jestem podekscytowana 😀

Piątek, 16 sierpnia.

Choć mam nadzieję, że już wyczerpałam możliwość problemów, z tyłu głowy miga lampka ostrzegawcza, że czas zrobić odprawę. Przed południem klikam dzielnie w linka…

„Przepraszamy, z przyczyn technicznych odprawa online nie została ukończona. Proszę próbować później.”

Próbowałam kilkakrotnie. Przeszło mi przez myśl, że przecież mogę zrobić to bezpośrednio u przewoźnika, ale dla pewności zadzwoniłam na infolinię (był to duży wysiłek przy braku głosu…). Mocno się zastanawiałam, do jakiego działu nadaje się mój problem, więc kliknęłam cyferkę do działu „problemy” 😀 Pani konsultantka mnie oświeciła, że absolutnie nie mogę u przewoźnika, i że ona mnie zaraz przełączy gdzieś tam. Ale cóż, czekam minutę, a tu nic, więc się wyłączyłam, zadzwoniłam za chwilę na drugi numer. Kliknęłam nie na problemy, a na rezerwacje, a tam kolejna pani mnie przekierowała do innej pani, która mi pomogła. Okazało się, że odprawę blokowała ta zmiana w godzinie. Odblokowała co trzeba, przesłała linka, mogłam się odprawić i mam piękną i kolorową od reklam kartę pokładową.

Jako że wszystkie formalności mam już pozałatwiane i kolejny etap przygotowań to już lotnisko, boję się nawet myśleć, co wyniknie w Balicach… Albo w Madrycie na lotnisku. Przeszło mi coś przez myśl, ale nie powiem tego głośno, ani nie napiszę, żeby nie zapeszyć, przyznam się po powrocie 😉

Reklamy