Tagi

, , , ,

Do Jerez de la Frontera pojechaliśmy prosto z Kadyksu, i jeszcze tego samego wieczora zrobiliśmy ekspresową „panoramkę”, czyli oglądnięcie najważniejszych miejsc z autobusu… 🙂 Wysiedliśmy tylko przed Alkazarem (Conjunto Monumental del Alcázar y Cámara Oscura) i oglądnęliśmy go z zewnątrz. Najstarsze fragmenty pochodzą z XII wieku, są przykładem sztuki Almohadów. Oczywiście zagadnęło mnie jedno z małżeństw, czy przypadkiem nie znam szczegółowo historii Jerez, bo pilotka nam nic nie powiedziała… 😀

 

Po krótkiej sesji zdjęciowej pożegnaliśmy MariCarmen, która zakończyła z nami współpracę 🙂 Okazało się, że miałam uprzywilejowaną pozycję z racji mojego hiszpańskiego, w związku z czym osobiście się z nią żegnałam hehe 😀

Ciąg dalszy Jerez nastąpił kolejnego dnia 🙂 O poranku „brat” stwierdził, że jesteśmy „piękne jak boginie”. A dzień wcześniej niemalże chciał nas wyeliminować z degustacji wina bo twierdził, że tak młodo wyglądamy. Trzeba się mieć na baczności bo nigdy nie wiadomo kto pod kim dołki kopie hehe 😀

W każdym razie, po wczesnym śniadaniu pojechaliśmy na degustację win do bodegi González Byass (polecam stronkę http://www.bodegastiopepe.com ). Niesamowite miejsce, winiarnię tą założono w 1835 roku, a obecnie kieruje nią piąte pokolenie rodziny González, od ponad 170 lat zachowując rodzinne tradycje i kulturę.

 

Nie wiem, kto wpadł na pomysł degustacji win o 9.30 rano 😀 hehe mniejsza z tym. Została nam przydzielona zwariowana przewodniczka 😀 Kobietka 150 cm wzrostu z usposobieniem generała-tak zresztą nam wykrzyczała: „I`m a general!!!!!!!!!! Listen to me!!!!!!!!” 😀 Szczerze mówiąc, zachowywała się jakby zaliczyła już kilka degustacji hehe a podobno nawet mówiła, że dzień wcześniej mieli jakąś firmową imprezę. Ale kobieta szalona 😀 Lustrowała każdego, a jak Magda ją tłumaczyła to tak nas obserwowała, jakbyśmy byli potencjalnymi terrorystami co najmniej 😀 Śmiechu było po pachy, na wejściu prawie rozebrała pilotkę, bo strasznie jej się spodobały jej jeansy i koniecznie musiała zobaczyć na metce jaka to firma 😀

 

 

Ale zwiedzanie co by nie mówić było profesjonalne: ciuchcią! 🙂 Wtarabaniliśmy się do środka, dostaliśmy folderki (oczywiście po angielsku, całe szczęście, że wcześniej sobie już wzięłam profilaktycznie hiszpańską wersję do kolekcji 😀 ), a nasz generał zasiadł przy mikrofonie koło konduktora i zaczął opowieść 🙂

W bodedze był intrygujący klimat 🙂 Dodatkowo było jeszcze wilgotno i chłodno bo było wcześnie rano, co kawałek rosły winogronka, wszędzie unosił się specyficzny zapach, po kątach „walały” się beczki 😀

 

A w środku wystawka butelek 🙂 Przeróżne zabawne stylizacje 🙂

 

Ale butelki na poważnie też były 🙂 to najstarsze egzemplarze: widać tą warstwę kurzu… 🙂

Wiele beczek jest dedykowanych ważnym osobistościom: Królewskiej rodzinie albo sławnym ludziom. Np mijaliśmy beczkę z podpisem Fernando Alonso 😉

 

 

Ale ale! 😀 wino nie jest tylko dla ludzi 😀 Ponoć krążyła legenda o jakiejś myszy, która to pałętała się po winnicy. Była to jakaś ważna mysz chyba, bo pracownicy zostawiają jej kieliszek wina oraz tapas! 😀 I oczywiście drabinkę do kieliszka żeby jej się udało wejść 😉

A po tym wstępie teoretycznym przeszliśmy do praktyki :D:D:D winko przepyszne, nawet o poranku 😀

¡Adiós Tío Pepe! 🙂

Reklamy