Tagi

, , , , , , ,

Do przepięknej Sevilli pojechaliśmy jeszcze tego samego dnia, prosto z Córdoby. Muszę przyznać, że bardzo czekałam właśnie na to miasto, a szczególnie na Plaza de España, hiszpański plac. Co ciekawe, Sevilla to miasto m.in. Carmen i Don Juana 🙂

Sevilla, stolica Andaluzji, to miasto ze starożytnymi korzeniami. Według legendy, Sevilla została założona przez Herkulesa, za czasów Rzymian nazywana była Hispalis a kiedy przez wieki znajdowała się pod wpływem arabskim, nazywano ją Isbiliya. Bardzo ważnym momentem w historii Sevilli była kontynuacja odkrywania Ameryki. To przecież z Sevilli wyruszył na podbój Ameryki Krzysztof Kolumb. W czasach wielkiej potęgi kolonialnej Hiszpanii była jedynym portem obsługującym handel z całym światem, co w konsekwencji spowodowało jej szybki rozwój i modernizację.

W tempie równie szybkim jak ww. rozwój i modernizacja, przebiegliśmy do Katedry 😀 Trzeba się było spieszyć, aby zdążyć wejść przez jej zamknięciem o 17.Katedra ta, to bardzo ciekawy obiekt, dawniej w tym miejscu stał meczet (XII w.). W 1248 stał się Katedrą, która w późniejszych wiekach przeszła wiele remontów, modernizacji. Z tego powodu, znajdujemy tu elementy gotyckie, renesansowe i barokowe. Ostatnie znaczące remonty miały miejsce na przełomie XIX/XX wieku.

Tak więc dobiegliśmy, i zgarnął nas nasz przewodnik, Manolo. Weszliśmy przez Patio de los Naranjos, dziedziniec drzew pomarańczy. Następnie weszliśmy do mega ogromnej świątyni. Znajduje się w niej ponad 40 kaplic, i Manolo stwierdził, że nie będziemy się przy wszystkich zatrzymywać…

Catedral, SevillaCatedral de Sevilla[na dole po prawej: korona z prawdziwymi kamieniami szlachetnymi, które znosili mieszkańcy Sevilli. Ta drogocenna korona zakładana jest Matce Boskiej przy wyjątkowych okazjach]

JP II, Catedral de SevillaCo ciekawe, w tym roku w Katedrze postawiono pomnik bł. Jana Pawła II.

 

funeral de Colón, Catedral de SevillaA tu pogrzeb Kolumba!  W trumnie ponoć znajdują się fragmenty jego szczątków, choć jego grób znajduje się na Dominikanie.

 

Catedral de SevillaPo prawej wejście do Katedry i fragment Patio de los Naranjos. Po lewej La Giralda.

Wprowadzam teraz trzy pojęcia świata islamu 🙂

  • 1. minaret: wieża, z której nawoływano do modlitwy
  • 2. muezin: osoba, która z minaretu wzywa do modlitwy
  • 3. adhan: wezwanie do modlitwy

La Giralda to dawny minaret niegdysiejszego meczetu. Można wejść na samą górę, co ciekawe nie po schodach, ale po dość szerokiej „równi pochyłej” 🙂 Nie ma schodów, dlatego, że dawniej muezin nie wchodził na wieżę pieszo, a wjeżdżał na szczyt konno. Budowę La Giraldy ukończono w 1198r. Wieża o wysokości 97 metrów stała się symbolem miasta. Prócz funkcji sakralnych, pełniła także rolę obserwatorium.

My jednak na Giraldę się nie wybrałyśmy, i wykorzystałyśmy ten moment wytchnienia na odpoczynek po tylu biegach w Córdobie…. 😀 Nie było to takim znów głupim wyjściem, ponieważ po Katedrze mieliśmy „aż” 10 minut czasu wolnego, więc spokojnie oglądałyśmy „badziewka”, wszędzie te same karteczki, magnesiki i breloczki, ale jak to bywa, w ostatnim postanowiłyśmy coś kupić, a sprzedawcy jacyś tacy ślamazarni, i wcale im się nie spieszy, a nam i owszem, bo grupa już prawie nam uciekła, ledwo zdążyłyśmy na bieg do parku Marii Luizy i na mój wyczekany plac hiszpański.

Plaza de España, SevillaJestem nim zachwycona, a zbulwersowana tym, że dostaliśmy 15 minut czasu na zdjęcia, i na tym się zakończył nasz pobyt tam… 😦 Kilka słow na temat: cóż to w ogóle jest? Plaza de España to ogromny plac w kształcie półkola, wokół którego wznoszą się bardzo dekoracyjne pawilony wystawowe. Na tworzących długie ciągi łukach na Plaza de España widnieją wypalone z glinek herby wszystkich hiszpańskich prowincji. Ceramiczno-kamienne mosty łączą brzegi płynącego przez ten bogato zdobiony plac niewielkiego strumienia.

Plaza de Espana, SevillaPlaza de España, SevillaJest to coś pięknego. Na środku placu znajduje się Palacio de San Telmo: zbudowany w 1734r. początkowo była to pierwsza na świecie szkoła morska. Później zaadaptowano go dla książąt Montpensier. Obecnie jest tu siedziba andaluzyjskiego parlamentu. Szkoda, że nie mieliśmy okazji przyjrzeć się bardziej szczegółowo, ale teraz mam przynajmniej pretekst żeby tam jechać jeszcze raz 😛 Przecudne kafelki azulejos, delikatny szum wody i odbijające się promienie słońca. Małe łódki i bryczki z turystami. Idealne miejsce by przysiąść na ławeczce i po prostu chwilę pozachwycać się pięknem świata 🙂 A na przeciwko placu, kramiki z pamiątkami 😀 korzystając z zapasu czasu, kupiłam sobie chustę, czarną w czerwone kwiaty, czyli klasyka stereotypu o czymkolwiek hiszpańskim 😀 😀 Ale za to kolejna rzecz do mojej wyprawki 😛 Nieco wolniejszym krokiem wróciliśmy do autokaru i pojechaliśmy do kolejnego hotelu przy autostradzie 😀 Podczas podróży słuchaliśmy płyty flamenco, ale pilotka co chwilę ją przerywała i zaczynała jakiś wykład czy coś w tym stylu, w wyniku czego z płyty zrobił się dżingiel pomiędzy jej wtrąceniami 😀  Gdy jechałyśmy windą na kolację z dwoma starszymi paniami z naszej grupy, jedna stwierdziła: „Teraz wszyscy już szczęśliwi, bo wreszcie można było wziąć prysznic! Dziewczynki aż pojaśniały!” 😀 Strach się domyślać o co tej pani chodziło 😀 😀 A na kolacji rozprzestrzeniła się wieść o mojej filologii, i małżeństwo z którym siedziałyśmy zaczęło mnie traktować niemalże jak wyrocznię, i co chwilę się dopytywali o jakieś szczególiki, czy to kulturowe, historyczne czy to językowe. Z jednej strony to miło, że ktoś mnie poważnie traktuje ( 😀 ) ale z drugiej, czasami mi aż było głupio, no bo przecież nie znam historii każdego miasteczka, i tak samo jak oni, jestem w tych miejscach pierwszy raz i naprawdę nie wiem wszystkiego np o Jerez de la Frontera… Opuściłam na chwilę nasz stolik i poszłam szukać owoców, wracam a oni najwyraźniej mnie obgadywali 😀 I ten facet stwierdził, że „po takich superlatywach ma potrzebę poczęstować nas kapką wina” 😀 Po tej zabawnej kolacji poszłyśmy na shoping, bo trzeba było wykorzystać okazję, że w okolicy jest centrum handlowe! 😀 Przeceny w „Mango” zaliczone: koszule po 4 euro i torba! 😀 Pełnia szczęścia 😀 A dzień wcześniej w innym hotelu równie szczęśliwe były dwie inne panie: jedna zachwycała się melonem („o jaki słodziutki! Ach, jaki pyszny! I soczysty!”), a druga zimą (jak to pięknie, wszędzie biało, jasno, aż chce się żyć).

Kolejny dzień zaczął się od kontynuacji zwiedzania Seviili. Pamiętając o uwagach Małgosi, na ten dzień wystroiłam się jak mrówka na święto lasu 😀 Kwiat we włosach, hiszpańska chusta na ramionach (bo rankiem przecież chłodno 😛 ), a w torebce oczywiście mój wachlarz 😀 Podczas oczekiwania na autobus przed hotelem, panie od razu wszystko zauważyły, i Małgosia tylko zapytała czy jest wachlarz do kompletu 😀 Jak tylko weszłam do autokaru przycapiła mnie jedna ze starszych pań (ta od windy i przejaśnienia) i cała uradowana wzięła mnie w objęcia z entuzjastycznym okrzykiem „Nasza hiszpaneczka! Nasza hiszpaneczka!”…. To określenie towarzyszyło mi do końca wycieczki 😀

W związku z tym, że pod arenę corridy przyjechaliśmy za wcześnie, mieliśmy czas wolny. Spacerując nieopodal rzeki Guadalquivir ( po polsku Gwadalkiwir) , podeszłyśmy pod Torre del Oro, Złotą Wieżę. Pochodzi ona z XIII wieku, będąc jedną ze 166 wież obronnych w czasach Almohadów zajmowała szczególną pozycję. Pomiędzy nią, a dziś już zniszczoną wieżą po drugiej stronie rzeki, można było rozpiąć łańcuch, by uchronić port przed nieprzyjacielskimi najazdami. Kiedyś wieża była oblicowana złocistymi płytkami azulejos, o czym dziś zaświadcza tylko jej nazwa. Dzisiaj w Torre del Oro mieści się niewielkie muzeum morskie.

Sevilla[po lewej Torre del Oro, po prawej pomnik Carmen]

Potem poszliśmy zwiedzać La Maestranzę, czyli arenę corridy. Jej pełna nazwa: Plaza de Toros de la Real Maestranza de Caballería de Sevilla. Jest najstarszą areną w Hiszpanii. Najbardziej znana imprezą tutaj organizowaną jest Feria de Abril, festiwal walk byków organizowany dwa tygodnie po Wielkanocy. Arena jest udostępniona dla turystów również poza czasem przeprowadzania walk z bykami. Wewnątrz znajduje się muzeum corridy eksponujące kolekcję kostiumów, portrety i afisze.

La Maestranza, SevillaLa Maestranza, Sevilla[po lewej główne wejście na arenę, po prawej wejście dla byka widziane z areny]

Ostatni punkt programu w Sevilli to był czas wolny 🙂 Nikogo nie zdziwi fakt, że obkupiłam się w drobiazgi typu magnesy i breloczki, bo nigdy nie wiadomo kogo można obdarować, lepiej mieć więcej niż za mało 😀

Reklamy